Od jakiegoś czasu byłam bardzo ciekawa niemieckich kosmetyków marki Balea, które są dostępne wyłącznie w drogerii DM, niedostępnej w Polsce.
Dzięki uprzejmości mojej koleżanki mieszkającej w Wiedniu mogłam przetestować kilka produktów.
W moje ręce wpadły dwa żele pod prysznic, peeling do ciała oraz krem do rąk.
Żele mają niesamowite, świeże zapachy, które są orzeźwieniem podczas porannej kąpieli.
Kolorowe opakowania przywołują lato i wspomnienia z wakacji. Jedyne do czego mogę się doczepić, to do wydajności, co wiąże się z ich rzadką konsystencją.
Najbardziej z tych wszystkich produktów zachwycił mnie zdecydowanie krem do rąk. Moje dłonie są wiecznie przesuszone, a ten krem stał się dla nich zbawieniem. Świetnie nawilża i bardzo szybko się wchłania , co jest dla mnie ogromnym plusem.
W składzie tego kremu zaraz na początku widnieje oliwa z oliwek, która odpowiada za nawilżenie i regenerację. Najmniej spodobał mi się peeling do ciała. Wbrew zachęcającej limonki na opakowaniu, wcale tej limonki nie czuć i ścierniwo w nim zawarte niezbyt dobrze sobie radzi z usunięciem martwego naskórka.

